But w butonierce już uwiądł
Karafki do dna wylizane
Sztuka zbziczała w użyciu
Poranki w ogóle zasrane...
Zmęczony nadmiarem formy
Manierkę z manier opróżnia
Kołysząc się życiu patrzy w oczy
I jęzor długi wypluwa
A torsje jak kwartet smyczkowy
Co męczy zarazem pieszcząc
Te pawie niezwykłej urody
Są w sobie i formą i treścią
I w jękach co z pluskiem zmieszane
Pomiędzy spuszczaniem wody
Przebija się błędne pytanie
"Czyż to nie geniuszu dowody?"
W.K., 3/4/85