Sen Dezego
W totalnie spopeliniałym
Berecie czasów na głowie
Na welocypedzie szczerbatym
Z widelcem w oku
Sunę...
Czerwienią beret aż razi
Wiatr wściekle pomiata widelcem
Bosy i niedomyty
Okrutniem wielki sercem
Szajba wre pod pułapem
Natchnień rój mnie pogania
Na brudnej plaży pląsam
Głodny jak diabli... wariat
Papieru głodny, ołówka
By przelać szajbę na papier
Siec rzeczywistość słowami
Zrobić z niej brudną papę...
Wpada już słońce do morza
Wśród syków, tumanów pary
Uchwycił to tłum fotografów
Posiałem gdzieś okulary!
Miast cokół sobie budować
I kuć na nim pyszne peany
Sprzedaję papier, na metry
Toaletowy i szary...
W.K., 12/4/85
Copyright © 1998, Wojciech Kasprzak.
All rights reserved.