Miał rozstajne nogi
Pysk długi
I rogi
Zad wydęty
Wąs rzadki, wzrok mętny
I żółte zęby
Rymował fatalnie
Głęboko
I nachalnie
I strasznie się tym
Cieszył, że samiczki
Swą sprośnością peszył
Wschodnie kresy wyobraźni
Przechodziło, co wygadywał
Z radości wręcz się śliniąc
Aż dorwał go Kupid
W swe szpony
I wyszło na jaw, że na kosza
Jest "przezadnie" wyczulony
Odrzucon zostawszy ze śmiechem
Zbladł, zesztywniał,
Posmarkał się i rozpłakał
Bo dotarło doń nagle
Że jest straszna pokraka
Rozżalony był aż do białości
I wściekły na Stwórcę
Za swe przypadłości
W rozgoryczeniu wielkim okrutnie
Marudził, przeklinał i złorzeczył
Aż mu Pan pokraczną
Jak on sam żonę
W odpowiedzi na bluźnierstwa
Zabezpieczył...
W.K., 8/27/91